Idź i zobacz! Miejsce, przedmiot, fakty!

Zdarza Ci się dyskutować o problemie, którego nie widziałeś na oczy? Polegasz na informacjach przekazywanych przez inne osoby? Czytasz raporty? Sugerujesz się opinią zaufanego pracownika? A może po prostu nie chcesz ubrudzić swojej białej koszuli na fabrycznej hali? Jeżeli choć raz odpowiedziałeś „tak”, to znaczy, że nie wiesz, czym się zajmujesz!

Pisałem kiedyś, że w pracy trzeba być Sherlock’iem – tropić, przyglądać się, wyciągać wnioski. Pojawiło się tam też tajemnicze słowo genba. Dziś przedstawiam całą trójcę czyli trzy realności. Tak zwane 3G, które kieruje nas do sedna sprawy.

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być…

To mocno filozoficzne stwierdzenie określa nasz stan wiedzy i zrozumienia problemu, jeśli obserwujemy go przez pryzmat informacji przekazywanej (a co za tym idzie, także przetworzonej) przez osoby trzecie. Dlatego najlepszą metodą na poznanie rzeczywistości jest tzw. idź i zobacz (znane w korporacjach pod hasłem go & see lub z jap. genchi genbutsu).

Ale czy na co dzień stosujemy się do tej prostej zasady?

Wiesz, to jest ta dźwignia z tyłu! Jak stoisz na wprost, to widzisz taki mały ekran, obok są dwa przyciski, zielony i czerwony. No, to jak patrzysz przed siebie, to ta wajcha. No i właśnie nią możesz zresetować maszynę. Kojarzysz? Jak, nie kojarzysz?! 

Ile razy zdarzyło się Wam dyskutować o maszynie czy linii produkcyjnej w podobny sposób? Albo tak:

Wzięliśmy wózek, ten taki mały, i podstawiliśmy go pod windę. Jak zjechała w dół, to zahaczyła o stelaż. Wiesz, taki powyginany kawałek rurki, która utrzymuje wózek na szynach. No, jak zahaczyła, to wygięła, sprzęgło się zatarło i produkcja stanęła. Potem odginaliśmy to całe ustrojstwo łomem, ale nie udało się naprostować.

Hmmm… rozumiesz, o czym mowa? Nie sądzę. Takie opowieści, snute najczęściej w komfortowych warunkach salki konferencyjnej, prowadzą do jałowych dyskusji. A ich uczestnicy pracują nad swoim własnym wyobrażeniem maszyny i jej problemów. Co więcej, decydują także o koniecznych akcjach, dzielą się zadaniami oraz ustalają terminy realizacji.

Tylko po to, aby na kolejnym spotkaniu (w tej samej salce konferencyjnej) wyjaśniać, co i dlaczego nie udało się zrealizować, jak w rzeczywistości wygląda temat. No i najważniejsze, kto zawinił…

A gdzie się podziało wspomniane wcześniej go & see?

Sherlock Holmes, przed rozpoczęciem dochodzenia, zadałby trzy podstawowe pytania:

  • czy byliśmy na miejscu zbrodni?
  • kim jest ofiara?
  • czy mamy corpus delicti?

W odpowiedzi na nie, budując System Produkcyjny Toyoty Japończycy, zdefiniowali tzw. 3xG. Są to podstawowe zasady dotyczące weryfikacji informacji, a mianowicie:

Genba

to „rzeczywiste miejsce” czyli przestrzeń, gdzie odbywa się proces, o którym mówimy. Miejsce, w którym wykonywana jest praca. A w zasadzie miejsce, gdzie wytwarza wartość dla klienta.

Tylko będąc osobiście w danym miejscu możemy przekonać się, jak wygląda rzeczywistość. Nie polegamy na czyichś relacjach, ale podchodzimy do tematu na bezpośrednią odległość. Jesteśmy blisko naszych procesów, widzimy i rozumiemy je. Mamy dostęp do osób, które się nim na co dzień zajmują (operatorzy, mechanicy, itd.).

Genbutsu

czyli „rzeczywiste przedmioty”. To przedmioty, które znajdują się w analizowanym procesie. Mogą to być maszyny, urządzenia, materiał produkcyjny, itd.

Stojąc twarzą w twarz z maszyną oraz mając u swojego boku zespół (np. do rozwiązywania problemów) mamy możliwość bardzo precyzyjnej dyskusji o przedmiocie naszych rozważań. Możemy dotknąć, zmierzyć, zaobserwować (to za chwilę!). Wszyscy mają ten sam obraz, to samo zrozumienie przedmiotu, jakim się zajmujemy.

Genjitsu

czyli „rzeczywiste zdarzenia”, które mają miejsce, fakty. Jesteśmy w miejscu zdarzeń, mamy przed sobą przedmiot zdarzeń i w końcu obserwujemy rzeczywiste zjawiska, jakie zachodzą w naszym procesie.

Istotny w tym momencie jest aktualny status. Powinniśmy oczywiście znać oczekiwany status (standardowy przebieg procesu czyli taki, jak został zdefiniowany). Pozostaje wtedy zauważyć różnicę, pomiędzy zastaną rzeczywistością, a tym, czego byśmy oczekiwali.

Czy ja rozumiem mój proces?

Podsumowując, aby zrozumieć prawdziwą istotę problemu, powinniśmy przede wszystkim udać się na miejsce. Musimy stanąć twarzą w twarz ze sprawcą naszych problemów, a wtedy możemy zweryfikować fakty i zdarzenia, które mają miejsce.

Każdy uczestnik procesu (operator, lider, brygadzista, kierownik, itd.) powinien potrafić rozpoznać aktualny status swojego procesu. Powinien wiedzieć, jak wygląda jego standardowy przebieg (czyli jak prawidłowo powinien on wyglądać). Wtedy też jest w stanie zauważyć różnicę między tym, co się dzieje, a tym, co powinno się dziać. Wszystko to, oczywiście, powinno się dziać na miejscu – tam, gdzie rzeczy się dzieją.

Dopiero po spełnieniu trzech zasad: genba, genbutsu i genjitsu jesteśmy w stanie merytorycznie dyskutować na dany temat.

A więc… ruszamy cztery litery!

Pierwszy raz tutaj?

Lean, ze wszystkimi swoimi narzędziami i pojęciami, staje się coraz bardziej powszechny. A co za tym idzie, dociera do coraz szerszego grona pracowników w firmach. Jednak nie zawsze łatwo jest im wszystkim wytłumaczyć, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. A przecież zrozumienie jest podstawą sukcesu... czytaj dalej

O mnie

Od piętnastu lat pracuję w przemyśle, głównie motoryzacyjnym. Jestem praktykiem oraz propagatorem zrównoważonego rozwoju organizacji, opartego na zasadach, systemach i narzędziach... czytaj dalej